Laksa i podróż w czasie

Od niemal roku mieszkam w Warszawie, a to z foodiesowego punktu widzenia oznacza, że w końcu mam szansę uczestniczenia w tętniącym życiem gastroświatku na żywo, a nie tylko przez ekran komórki. Mogę sprawdzić organoleptycznie, bez instagramowego filtra. Oczywiście rzeczywistość jest taka, że okazji i możliwości jest dużo mniej niż mogłoby się wydawać, bo chcenie to…

New York State of Mind

Nowy Jork pojawia się nam i znika. Nieustannie przeplata się z naszym życiem. Kiedyś był jakimś wyśnionym, nieosiągalnym, egzotycznym rajem. Był letnią odskocznią od studenckiej rzeczywistości, był marzeniem, ciężarem i codziennością. Mateusz mieszkał tam przez prawie dziesięć lat swojego życia. Dla mnie to miasto zawsze było świętem. On znudzony i zmęczony, ja zachwycona. Wszystko w…

Rydzowy król

Rydze są absolutnie wyjątkowe. Kolor, zapach, smak. Grzyb z charakterem, nieobojętny. Niecodzienny, odświętny, specjalny. Jedzony tylko czasami, gdy uda się znaleźć rydzową łączkę. Gdy byłam mała spędzałam wszystkie wakacje w drewnianym góralskim domu, na Ostryszu, w Cichym na Podhalu. Bywała tam cała rodzina. Ciotki i Stryjowie przyjeżdżali i wyjeżdżali, pojawiali się egzotyczni goście Dziadków, tacy…

Po co nam pszczoła w mieście? Otwarcie Miejskiej Pasieki Artystycznej na dachu CSK w Lublinie

Wszystko zaczęło się od książki “Pszczoły” autorstwa Wojciecha Grajkowskiego i Piotra Sochy wydanej przez Wydawnictwo Dwie Siostry. Janka podeszła do niej trochę niechętnie, ale po dwóch wieczorach czytania na wyrywki wciągnęła się w temat bez reszty. Wie co to jest wylotek, truteń i po co okadza się pszczoły dymem. Więcej – wie po co pszczoły machają skrzydełkami stojąc na tymże wylotku i to, że Poppea kąpała się w oślim mleku z miodem i że nietoperze też zapylają niektóre rośliny. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że zaprzyjaźnimy się z pszczołami aż tak mocno i bardzo, bardzo mnie to cieszy, tym bardziej, że dzięki tej raczkującej dziecięcej pasji sama co dzień dowiaduję się czegoś nowego. Na przykład o miejskich pszczołach.

O moim blogowaniu. Na rok po reaktywacji i na Międzynarodowy Dzień Bloga

EDIT: czytacie tekst przeniesiony z bloga Dos Limones Por Favor, dla którego na jakiś czas porzuciłam Lu is a Foodie. Taki ze mnie bloger, że przegapiłam wczorajszy Międzynarodowy Dzień Bloga! Dziś rano wpadł mi w oczy link do rozmowy, która odbyła się wczoraj w telewizji śniadaniowej. Wzięli w niej udział twórcy blogów Ekskluzywny Menel, Tasteaway…

My Grand Tour. Wspomnienie na marginesie

Umieszczenie poniższego porównania w poprzednim poście byłoby nie fair. Dlatego zdecydowałam napisać osobny tekst, żeby na marginesie recenzji książki “Nie każdy Brazylijczyk tańczy sambę” pokazać Wam przykład na to jak można fajnie pisać będą młodym, podróżując samotnie i kusząc los. Czytając książkę Tonego Kososkiego nie mogłam oprzeć się skojarzeniom z blogiem Kuby Fedorowicza. Kuba wyruszył…

“Nie każdy Brazylijczyk tańczy sambę” Nie każdy podróżnik wydaje książki

Dostałam propozycję, która bardzo mnie ucieszyła – zaproponowano mi napisanie recenzji książki podróżniczej. Na początku myślałam, że to pomyłka, później jednak powątpiewaniu ustąpiło przekonanie, że nawet jeśli ktoś się pomylił, to przecież nie znaczy, że nie mogę się zgodzić, prawda? Po przeczytaniu książki uznałam jednak, że cała ta sytuacja to całkiem sprytne zrządzenie losu. O…

Playa Grande – ukryty skarb

Północne wybrzeże Dominikany bardzo różni się od zachodniego, gdzie leży najpopularniejsza w Dominikanie Punta Cana. Zachód cechuje płaskie ukształtowanie terenu, tymczasem północ zaskakuje różnorodnością. Tam właśnie podczas ostatniego wyjazdu na mój ukochany półwysep Samana, trochę przypadkiem odkryliśmy Playa Grande. Wycieczka trwała kilka dni. Wynajętym samochodem podróżowaliśmy w siedem osób, z czego dwie były maleńkie i…

Fritos maduros, czyli smażone dojrzałe platany

Fritos maduros to po prostu smażone dojrzałe platany. Jak już mogliście przeczytać w poprzednich wpisach są o wiele słodsze niż zielone platany, ale jest to zupełnie inna słodkość niż ta bananowa. Dlatego nie zrzymajcie się proszę, że znów taki przepis-nieprzepis. Nie o to chodzi. To zupełnie inny smak, otrzymany z tego samego owocu, ale tydzień…

Tostones, czyli smażone złoto tropików

W ostatnim wpisie opowiadałam o platanach, które są nieodłącznym elementem karaibskiej, i nie tylko, diety. Obiecałam przepisy i oto one. Na pierwszy ogień idą zielone platany. Ze względu na wysoką zawartość skrobi nie można ich zjeść na surowo. Dlatego po obraniu i pokrojeniu na mniejsze kawałki dodaje się je do zup i gulaszy takich jak na…

Banany? Platany! Bęc!

Platany to jedna z podstaw diety „międzyzwrotnikowej” – dobrze się przechowują, mają własne opakowanie, a w dodatku się nie psują, tylko ewoluują w inne stadia dojrzałości, których używa się po prostu inaczej. Do tego rosną wszędzie i nie są zbyt wymagające. W dominikańskich sklepach, na straganach i od ulicznych sprzedawców można kupić zarówno platany zielone,…

O odzyskiwaniu magii

Czerwiec kojarzy mi się z festiwalem w Opolu, choć tak naprawdę to cały splot skojarzeń. Gdy byłam małą dziewczynką rodzice zabierali mnie pod koniec czerwca ze szkoły w myśl zasady, że pod koniec roku szkolnego w szkole traci się tylko czas. No i jest to prawda, zwłaszcza, gdy można ten czas spędzić na wsi u…

Czerwiec taki piękny

Początek czerwca spędziłam w domu rodzinnym mojego Dziadka. Wybudowała go praprababcia Kazimiera, urodziły się w nim i wychowały prawie dwa pokolenia, a w czasie wojny rodzinę z domu wyrzucono. Kiedyś na pewno będzie jeszcze okazja, żeby o tym napisać. Dziś tylko w telegraficznym skrócie – dom wspólnym wysiłkiem całej rodziny został wykupiony od skarbu państwa w…

Piękni ludzie i błękit fal. Playa Macao

Dziś tylko zdjęcia. Żeby nie zapomnieć. O uśmiechniętych ludziach. O błękicie wody. O wietrze. O Kosmie, który całą wycieczkę przespał w nosidle. O Jance, która tańczyła taniec śnieżynki na karaibskiej plaży. O braku spinki. Bardzo dziś tęsknię. Część zdjęć zrobiła moja mama – ja wtedy nie miałam śmiałości zaglądać ludziom obiektywem w twarz. Dominikana ma…

Pescado frito na Playa Macao, czyli ucieczka z turystycznego raju

Plaże w Bavaro, to jedna z wizytówek Dominikany. Jest tam wszystko, co obiecują foldery biur podróży – biały piasek i seledynowa, ciepła woda, która za bardzo się nie burzy, więc jest bezpiecznie i spokojnie. Tuż nad wodą rosną strzeliste palmy, niektóre pochylają się malowniczo tworząc idealne tło do zdjęć, którymi można pochwalić się po powrocie…

Pizza z grilla

Z publikacją tego przepisu zwlekałam od lutego, czekając na początek sezonu grillowego. Zaczynający się już dziś wieczorem długi weekend majowy to chyba najlepszy moment, żeby podzielić się z Wami moim wielkim i absolutnie genialnym odkryciem – na grillu można upiec również pizzę! I nie mam tu na myśli pizzy z wypasionego grilla, do którego można dokupić…

Motoconcho. Zdjęcia

Dziś zabiorę Was z powrotem na wyspę. Wrócimy najpopularniejszym środkiem transportu, czyli motoconcho (czytaj: motokońdzio), czyli jeszcze bardziej po naszemu, na motocyklu. W Dominikanie na motocyklach i skuterach jeżdżą wszyscy i jeżdżą wszędzie. Miejsca niedostępne dla jednośladów nie istnieją. Jeżdżą na nich czteroosobowe rodziny, matki z dziećmi ledwostojącymi, sprzedawcy lodów, ryb i innych dóbr. Istnieje…

Santo Domingo 3. Barra Payán bez rezerwacji

Jeśli w Santo Domingo mielibyście zjeść tylko jedną rzecz, niech to będą kanapki serwowane w Barra Payán. Skąd wiem? Anthony Bourdain mi powiedział, a ja mu po prostu wierzę.

Santo Domingo 2. Zona Colonial

Ten wpis jest z rodzaju tych, które się skroluje bez końca. Niektórzy takie lubią, inni wolą czytać. Dziś coś dla tych, co mają przyjemność z oglądania. Chcę Wam pokazać zdjęcia, które zrobiłam podczas krótkiego spaceru po Zona Colonial w Santo Domingo. Jest to najstarsza część miasta, pamiętająca jeszcze czasy Krzysztofa Kolumba, co jest istotne o tyle,…

Santo Domingo 1. Targowisko na Calle Paris

O Santo Domingo opowiem od końca. To było tylko kilka godzin. Ledwie dotknęliśmy tego miasta, poczuliśmy klimat, zaczerpnęliśmy jego powietrza. Wiemy już, że na pewno wrócimy tam przy najbliższej okazji. Obudziło w nas sentymenty dawnej podróży, bo bardzo, ale to uderzająco bardzo przypomniało nam Panama City. Postkolonialna starówka i wielki, nowoczesny moloch wokół, gdzie skrajna…

Stragan, który zmieni moje życie

W przeddzień moich 33 urodzin byliśmy na Półwyspie Samana. W przeddzień moich 33 urodzin nie pojechałam na najpiękniejszą plażę Dominikany, bo dopadła mnie podła jelitówka przywleczona z Europy i musiałam się trzymać blisko łazienki… W wigilię swoich 33 urodzin, naszprycowana Smectą, odważyłam się pojechać na krótki wypad na Playa Rincon, zagryzając zęby i wstrzymując oddech…

Zapote, nispero i czary Prospera

Dwa tygodnie temu odwiedziliśmy Półwysep Samana. Przyjechali do nas znajomi i chcieliśmy pokazać im Dominikanę prawdziwszą niż to, co można zobaczyć na plaży w Bavaro. Wynajęliśmy więc samochód, zapakowaliśmy się do niego w siedem osób i ruszyliśmy na północ. Pech chciał, że dopadł nas w podróży jakiś wirus, który nie oszczędził nikogo (prócz Mazura, który…

Guanabana. Jak ją jeść i co można z niej zrobić?

Lokalne stoiska z owocami bywają zaskakujące – zdarza się, że nie potrafię rozpoznać połowy produktów. Dlatego zamiast omijać nieznane, zaczęłam o nie pytać, kupować w ciemno, zapamiętywać nazwy i szukać informacji. Pobyt w Dominikanie to najlepsza okazja do tego, żeby poznać nowe, nieosiągalne do tej pory smaki. Dzięki Jarowi poznaliśmy guanabanę. To duży, ciężki, zielony…

Guacamole – historia jednej potrawy

Historia kulinarna bywa równie fascynująca jak historia światowych podbojów, zresztą często właśnie z nimi się łączy i z nich wynika. Tak jest również w przypadku guacamole.

Pomidorowa salsa do chipsów z tortilli

Krótka piłka – lubicie chipsy? A chipsy kukurydziane zwane nachosami (z czym trudno mi się zgodzić, bo żyję w przekonaniu, że nachos to takie danie)? Mniejsza o nazwę, wiecie o co mi chodzi, prawda? No i te chipsy kukurydziane są najlepsze z salsą. A salsa jest ze słoika. Do dziś. Od dziś nie kupujecie salsy ze słoika, bo macie mój przepis i wszystko, co potrzebne jest Wam do zrobienia własnej salsy. Czas – 10 min. Słownie: dziesięć minut, i to z myciem blendera. Do roboty!

Tropical living. Kilka rzeczy, które zaskakują, a po tygodniu nawet ich nie zauważasz

Tropiki zaskakują, pochłaniają, obezwładniają. Zieloność, wilgoć i gorąc. Brud, bieda i styropianowe opakowania po daniach na wynos. Z wieloma aspektami tej inności trudno się mojej europejskiej głowie pogodzić, ale kilka niepostrzeżenie wyparło przyzwyczajenia i zadomowiło się we mnie na tyle, że przestałam je zauważać. Pomyślałam jednak, że warto o nich napisać i mimo potencjalnie metaforycznego…

Na fali minimalizmu – langusta z grilla

Zarówno w życiu jak i w kuchni jestem orędownikiem najprostszych rozwiązań. Dobre jedzenie nie potrzebuje zbytecznych kombinacji. Kombinacje, komplikacje i przepisy na dwadzieścia garnków i połowę szafki z przyprawami potrafią je po prostu popsuć. Dobry produkt można wtedy pozbawić duszy i bigla. Jeśli mamy do czynienia z ziemniakami, to pół biedy. Jeśli jednak mamy do…