Na fali minimalizmu – langusta z grilla

Zarówno w życiu jak i w kuchni jestem orędownikiem najprostszych rozwiązań. Dobre jedzenie nie potrzebuje zbytecznych kombinacji. Kombinacje, komplikacje i przepisy na dwadzieścia garnków i połowę szafki z przyprawami potrafią je po prostu popsuć. Dobry produkt można wtedy pozbawić duszy i bigla. Jeśli mamy do czynienia z ziemniakami, to pół biedy. Jeśli jednak mamy do…

Vivero Dominicano

Od kilku dni strasznie wieje. Mieszkamy na tarasie, przy samej plaży i wiatr momentami staje się ciężki do zniesienia. Wokół szumią palmowe liście i w ciemności brzmi to jak deszcz. Trzeba się przyzwyczaić. Trzeba też odpocząć od czasu do czasu, bo ciągły szum miesza w głowach. Jaro zabrał nas więc do Ogrodnika. Dziesięciominutowy spacer przeniósł nas…

Egzotyczna kawa podróżującej matki, czyli sposób na jet lag

Wczoraj minęły dwa tygodnie od naszego przyjazdu do Dominikany. Pierwszy tydzień był trudny głównie ze względu na różnicę czasową i idący z nią w nieodłącznej parze jet lag. Podróżując samemu w kierunku zachodnim, wystarczy przetrzymać zmęczenie i położyć się spać tak jak normalnie każe (nowy) zegarek. Po jednej lub dwóch wcześniejszych pobudkach bezboleśnie przyzwyczajamy się do…

Nasza Wigilia w Dominikanie

Przyznam się Wam, że jestem naprawdę bardzo zaskoczona tym jak wiele Magii Świąt wyczarowaliśmy w tym roku na tarasie w Bavaro. Być może to obecność dzieci daje napęd do tego, żeby się bardziej postarać? A może fakt, że przy jednym stole usiadły razem trzy pokolenia? A może po prostu spokój w sercu, ciepłe uczucia, szczere…

Dominikańska Wigilia w teorii

W naszym życiu złożyło się tak, że właśnie spędzamy drugie Boże Narodzenie w Dominikanie. Teoretycznie mogłabym więc tonem wszystkowiedzącym powymądrzać się o lokalnych zwyczajach etc, ale prawda jest taka, że dziwnym trafem nie poczułam tu jeszcze nigdy świątecznego klimatu, jednak w tym roku postanowiłam, że czas już skończyć z turystyczną ignorancją i trzeba o świętach dominikańskich przynajmniej poczytać i trochę popytać. Tym, czego się dowiedziałam podzielę się z Wami w tym wpisie.

Tropikalny spleen

Od razu, na początku disclaimer: ten post przesączony jest prywatą i emocjonalnymi bebechami. Czytacie na własną odpowiedzialność, żeby potem nie było, że nie ostrzegałam. Następnego dnia po przyjeździe do Dominikany Facebook przypomniał mi stare zdjęcie. Widać na nim jak ja, Mazur i Bert płyniemy łódką na nasze pierwsze nurkowanie. Na łódce z nami jeszcze Jaro,…

Cisza przed burzą

Na blogu zapadła złowroga cisza, a obiecałam sobie, że choćby skały grały, tak się nie stanie. Dlatego postanowiłam, że nie możemy już dłużej trzymać naszych planów w tajemnicy. Nowe posty nie pojawiają się dlatego, że całą naszą energię poświęcamy na przygotowania do pierwszego wielkiego wyjazdu w obecnym składzie. Lu i Mazur (i spółka) za półtora…

Masz to w Polsce? Czyli portugalskie smaczki

Dziś krótko, zwięźle i na temat. Wśród zdjęć znalazłam różne smaczne rzeczy. Takie, które chciałabym mieć tu na codzień, a nie mam. Mam za to foty, którymi się z Wami podzielę. Na sklepowych półkach: To jest tylko próbka. Pierwszego dnia, tak się zachwyciłam, że złapałam za telefon i robiłam zdjęcia wszystkim półkom po kolei. Po…

Prawdziwa podróż to ruch. Sintra, Cabo da Roca i Cascais w jeden dzień

Zbliżając się do końca lizbońskich opowieści chciałabym podzielić się z Wami wspomnieniem jednego z moich ulubionych momentów tamtej podróży. Dzięki wskazówkom Julki wybrałam się na jednodniową wycieczkę do Sintry i Cabo da Roca, przy okazji odwiedzając nadmorskie Cascais. Dlaczego o tym wspominam i jak to się stało, że wycieczka do disneylandu dla dorosłych tak bardzo…

Sentymentalny spacer po Lizbonie

Powoli zbliżamy się do końca wspomnień z mojego samotnego wypadu do Lizbony. Dziś zapraszam Was więc na nieco sentymentalny, trochę chaotyczny, improwizowany spacer po Lizbonie. Będzie ciepło, słonecznie i na luzie – do pooglądania – trochę drzwi, dachów, perspektyw w wąskich uliczkach – klasyk, ale zawsze przyjemny, zwłaszcza na początku polskiego listopada. Zapraszam. Niedawno okazało…

Lisboa Oriente, bo (prawie) każda podróż zaczyna się na dworcu

Planując rewitalizację bloga Dos limones, por favor! zdawałam sobie sprawę z tego, że to krok ryzykowny. Blog powstał jako miejsce dzielenia się spisywanymi na gorąco zapiskami z podróży po miejscach egzotycznych, odległych, nieznanych. Tymczasem w momencie wskrzeszania bloga nasza córka rozkręcała się w przedszkolu, a syn kończył pół roku – podróże istniały jedynie w planach…

Leśny mikrokosmos

Zmiany pór roku mogą dać nieźle w kość. Zwłaszcza, gdy jedno z Twoich dzieci właśnie zaczęło przedszkole i od miesiąca ma jakąś formę kataru. Nagle, znienacka, ten katar pojawia się u drugiego dziecka, ale ze zwykłego gluta ewoluował już w charczący, całonocny kaszel. Tydzień później dziecko pierwsze już może wracać do przedszkola, ale dziecku drugiemu…

Feijoada à la Brazilian

Jesień rozgościła się na dobre bębniąc deszczem w parapety. Skoro na razie nigdzie się nie wybieramy, to chociaż sobie pogotujmy, a na jesienne słoty feijoada jest doskonała. Feijoada (wymawiamy: feiżuada) to nic innego jak fasolowy gulasz. Feijão, to po portugalsku właśnie fasola. Jego drugim składnikiem jest wieprzowina w różnych postaciach, również w formie nóżek, uszu…

Mortadela Story, czyli do trzech razy sztuka

Podejście pierwsze Do przedszkola chodziłam w latach osiemdziesiątych. Menu nie było zbyt zróżnicowane, ale siostry (przedszkole było prowadzone przez siostry zakonne) robiły co mogły, a ja byłam zachwycona wszystkim co mi podawano (to ja byłam tym dzieciakiem, który zjada wątróbki wszystkich dzieci ze stolika, a innym razem wsuwa 12 pierogów łyżką, choć to inna historia). Któregoś…

9 rzeczy, które musisz zjeść w Sao Paulo

Poniżej mój subiektywny wybór dla tych podróżujących, którzy lubią zjeść. Sao Paulo to miasto, w którym spokojnie można puścić całą kasę na dobre jedzenie, nocne życie, albo na ciuchy. Naszego wyboru na pewno się domyślacie, więc do rzeczy: co trzeba zjeść w Sao Paulo? 1. Pizza Więcej Włochów niż w Brazylii mieszka tylko we Włoszech….

Umarł blog, niech żyje blog – o powrocie i nowych początkach

Nasz pobyt w Ameryce Południowej zakończył się w Sao Paulo, gdzie spędziliśmy prawie dwa tygodnie w gościnnym domu naszych przyjaciół (Kasiu i Joao – mamy okazję po raz kolejny Wam podziękować!). Po pół roku tułaczki dostaliśmy do dyspozycji swój pokój, prysznic z ciepłą wodą, kuchnię, dwa koty i ten sam adres każdego dnia. Na początku…

Azjatycka zupa z kaczą piersią. Wersja nieortodoksyjna.

Jesień się zagęszcza, już niedługo w termometry zastuka zima, a w naszej spiżarni piętrzą się azjatyckie makarony. To oznacza, że nadszedł czas zup! W dodatku, wreszcie znaleźliśmy w Lublinie sklep naprawdę przyzwoicie zaopatrzony w produkty orientalne (o tym wkrótce, obiecuję), więc można było odświeżyć zapasy. Tak narodził się pomysł na zupę azjatycką. Przepis, który dziś…

Palcem po mapie, czyli znów Henry Hargreaves.

Czy znacie to uczucie, kiedy z radosnym niepokojem w sercu zbliżacie się ciemnym, szarym jeszcze rankiem do lotniska? Kiedy przyjeżdżacie na wszelki wypadek jeszcze wcześniej, niż nakazywałby rozsądek, tylko po to, żeby pooddychać atmosferą podróży, pośpiechu bez pośpiechu, zawieszenia między światami, powsłuchiwać się niespiesznie w szum lotniskowych zapowiedzi i pogapić na kołujące samoloty? Jeśli to…

Jestem jestem, czyli jest mnie dwie.

  Zostałam wywołana do tablicy już jakiś czas temu najzabawniejszym komentarzem świata. Jeden z czytelników bloga, pod postem, w którym przyznałam się do przejścia na dietę, po kilku miesiącach mojego milczenia napisał: „… to ostateczny dowód na to, że Dukan zabija” :]  Otóż Moi Mili – nie! Nie zabija :] Przez te kilka miesięcy ostro…

Śniadanie, czyli Lu wraca z podróży.

Lu is a foodie. wróciła z podróży. Trochę się już otrząsnęłam po powrocie i powoli przyzwyczajam się do stacjonarnego trybu życia. Przywiozłam ze sobą mnóstwo doznań, odkryć, wspomnień no i zdjęć ;]. Mam nadzieję, że uda mi się tu wrzucić choć kilka z nich. Ale dzisiaj na dobry początek, pokażę Wam coś, co znalazłam na…

Dominikana – Fotorelacja.

Na doslimonesporfavor.wordpress.com zamieściliśmy trochę pysznych fotek dominikańskich. Zapraszam!  

Dolce far niente :)

Jak pewnie zdążyliście zauważyć wyjechałam. Miałam być w Nowym Jorku, a jestem na Dominikanie… :] długa historia, do przeczytania na doslimonesporfavor.wordpress.com. Nowy adres dla nowej przygody. Pół żartem, pół serio. Zapraszam. Ciepło.

Krótko i na temat.

Pakowanie kuchni to nie jest moje ulubione wyprowadzkowe zadanie. Zwłaszcza na kilka dni przed właściwym wyjazdem. Już trzy razy wyjmowałam nóż z pudełka, a ‚przyprawy’ notorycznie są otwarte…

Przestój. Transfer. Wyprowadzka. Wyjazd.

Jestem, jestem – żyję i mam się nieźle. Powodem mojej nieobecności była, jak to zwykle bywa, praca. Kulinarnie ograniczałam się do bułek pizzówek i hektolitrów napojów energetyzujących różnych marek (obiecałam Pani Basi, że to napiszę: ). Raz udało nam się z Ewą pójść na jajecznicę – na śniadanie o…15:00… Teraz projekt się skończył (jesteśmy na…

Europejski Festiwal Smaku w Lublinie.Przedsmak.

Jak już pisałam wcześniej, od piątku odbywa się w Lublinie Europejski Festiwal Smaku. Trzydniowy program wypełniony jest szczelnie prezentacjami przeróżnych kuchni, potraw i zwyczajów, wieczorami odbywają się koncerty, a wokół Trybunału na rynku Starego Miasta ustawiono Jarmark św. Jacka. W piątek chętnych do degustacji, rozmów z wystawcami było w sam raz tyle, aby mieć możliwość…

Europejski Festiwal Smaku w Lublinie. Już w ten weekend!

Dzisiaj bardzo bardzo szybko chciałabym poinformować wszystkich, którzy być może jeszcze nie wiedzą, że od jutra (piątek, 10 września) do niedzieli w Lublinie odbywać się będzie Europejski Festiwal Smaku. Program festiwalu jest jest baaardzo bogaty. Niestety nie mogę teraz wszystkiego Wam przybliżyć – zainteresowanych odsyłam w odpowiednie miejsce [klik]. Cieszy mnie, że tegoroczna edycja festiwalu,…

Love is all you need.

Ale czasem dobrze jest dobrze zjeść! Zwłaszcza, po dniu pełnym emocji najwyższej próby. Niniejszym oświadczam, że powróciłam do świata żywych, a powyższa fotografia to kulinarna pamiątka z mojego wesela, które odbyło się w minioną sobotę w Pałacu Chojnata w Woli Chojnata. Tak, tak! Wyszłam za mąż i wcale nie zamierzam wracać. Bardzo mi tu dobrze…

Śniadanie na trawie?

Wiosna rozwinęła się już w pełni. Liście na drzewach osiągnęły już chyba szczyty swojej zieloności, wieczorami zaczynają pachnieć kwiaty, słowiki nad ranem szaleją tak, że czasem można się obudzić. Kolejne dni spędzane w mieście, w biurach, szkołach coraz bardziej sprawiają, że chciałoby się uciec. Na wieś, na świeże powietrze, na łąkę, na trawę. Niestety najczęśniej…